Lubicie niespodzianki? Nasi koszykarze najwyraźniej je uwielbiają, bo po bardzo emocjonującym meczu pokonali we Włocławku Anwil 82:72! Ogromne brawa dla całej drużyny!

Trener Miloš Mitrović nie miał łatwego zadania, przygotowując nasz zespół do wymagającej maksymalnej koncentracji batalii w Hali Mistrzów. W ostatniej chwili ze składu wypadł łapiący formę Anthony Durham, którego brak zaburzył nieco rotację na pozycji rozgrywającego. Minuty amerykańskiego playmakera przejął Marcin Kowalczyk, nasz junior pojawił się na parkiecie już po pięciu minutach. Rywale starali się szybko narzucić nam swój fizyczny styl gry, lecz żółto-niebiescy starali się nie pękać. Na indywidualne popisy Jonah Mathewsa i Jamesa Bella odpowiedzieli punktami spod kosza Adriana Boguckiego, Filipa Dylewicza oraz trójkami Kowalczyka i Bartłomieja Wołoszyna. Dzięki serii 12:0 wyszliśmy na prowadzenie i wygraliśmy kwartę otwarcia 23:20.

Czas upływał, a gdynianie utrzymywali przewagę. Na sześć minut przed końcem pierwszej połowy powiększyli ją nawet do 9 oczek za sprawą "Dyla" i Novaka, ale podrażnieni naszym zrywem włocławianie znaleźli sposób na zmniejszenie strat. Wydawało się, że dwa kolejne rzuty zza łuku Jamesa Bella przełamią naszych zawodników. Nic z tego. W ważnym momencie naszą ofensywę pociągnął Adam Hrycaniuk - popularny "Bestia" wziął sprawy w swoje ręce, zdobył 6 punktów z rzędu, po dwa dołożyli Musić i Dominik Wilczek i po dwóch kwartach to podopieczni trenera Miloša Mitrovicia prowadzili 41:37.

Wszyscy zapewne spodziewali się, że żółto-niebiescy opadną z sił. W końcu rozpędzony Anwil słynie z tego, że po zmianie stron tłamsi rywali defensywą, odrabia straty i przechyla szalę zwycięstwa na swoją stronę. Nasi gracze mieli jednak ściśle określony plan na to spotkanie i doskonale go realizowali. Podejmowali kapitalne decyzje, doskonałym przeglądem pola wykazywał się Musić. Serb razem z Jacobim dali nam najwyższe, 13-punktowe prowadzenie pod koniec trzeciego rozdania. Obronę gospodarzy wciąż torturował Dylewicz, a pod samym koszem nad centrami rywala górował Hrycaniuk. Przed ostatnią kwartą mieliśmy 12 punktów przewagi, a wynik brzmiał 49:61.

Włocławianie mieli sporo do stracenia, bo dzięki wygranej samodzielnie zasiedliby na fotelu lidera Energa Basket Ligi. Jednak podopieczni trenera Miloša Mitrovicia pokrzyżowali im plany, odpierając ich zmasowane ataki żelazną defensywą. Można powiedzieć, że pokonali Anwil jego własną bronią, czyli właśnie obroną. W decydujących momentach Rottweilery nie mogły przebić się przez ustawiony przez nas mur. Próbował Mathews, próbował Bell, próbował Kamil Łączyński - nic nie przynosiło efektów, gdy po chwili piłka lądowała w naszych rękach. Symbolem naszego zwycięstwa był przechwyt i majestatyczna akcja 2+1 Dylewicza. Po niej stało się jasne, że nie wypuścimy z rąk dużej niespodzianki.

Koszykarze Asseco Arki wytrzymali napór Anwilu Włocławek i wygrali w Hali Mistrzów 82:72! Aż pięciu naszych zawodników zakończyło spotkanie z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. Panowie, gratulujemy!

Anwil Włocławek - Asseco Arka Gdynia 72:82 (20:23, 17:18, 12:20, 23:21)

Anwil Włocławek: Mathews 26, Bell 13, Łączyński 10, Dykes 7, Petrasek 5, Dimec 4, Frąckiewicz 3, Bojanowski 2, Kowalczyk 2, Biliński 0, Olesinski 0, Woroniecki 0

Asseco Arka Gdynia: Boykins 15, Dylewicz 14, Wołoszyn 13, Hrycaniuk 12, Bogucki 10, Musić 9, Wilczek 4, Kowalczyk 3, Tomaszewski 2, Walkowiak 0