Wielkie emocje w Gdynia Arenie! Zawodnicy trenera Miloša Mitrovicia przez trzy kwarty trzymali się blisko prowadzącej PGE Spójni Stargard, a w decydujących momentach przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Pokonujemy Spójnię 76:74!

Przeciwnicy w mecz weszli z dużą energią. Biegali do szybkich kontr i często zabierali nam piłkę. Wyróżniali się Amerykanie - Admon Gilder, Justin Gray czy Baylee Steele. Na dwie minuty przed upływem pierwszej części gry Dominik Grudziński rzutem zza linii 6.75 wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie 20:12, ale od tego momentu trafiali już tylko i wyłącznie żółto-niebiescy. Dwoma layupami na listę strzelców wpisał się Dominik Wilczek, jego ślady poszli Novak Musić oraz Anthony Durham, dzięki czemu tuż przed syreną obwieszczającą koniec kwarty dogoniliśmy stargardzian i doprowadziliśmy do remisu po 20.

Chcieliśmy pójść za ciosem. Akcjami weteranów - Adama Hrycaniuka i Filipa Dylewicza - zmusiliśmy rywali do gonienia wyniku. Gościom stosunkowo szybko udało się odrobić straty, a spora w tym zasługa skutecznego Gildera, wspartego tym razem przez Kacpra Młynarskiego. Niezłe wejście z ławki rezerwowych zaliczył też Dominik Grudziński. Z naszej strony odpowiadał Dominik Wilczek, ale podopieczni trenera Miloša Mitrovicia w przerwie tracili do zawodników ze Stargardu 6 oczek, przy wyniku 35:41.

Żółto-niebiescy oczywiście nie zamierzali spuszczać głów. Mozolnie starali się gonić prowadzących nieznacznie gości. Za każdym razem coś jednak zawodziło - raz skuteczność, w kolejnej akcji dokładność podań. Zbliżyliśmy się nawet na dystans zaledwie jednego punktu, ale wówczas dwóch rzutów wolnych nie wykorzystał Novak. Najwyraźniej podłamało to jego kolegów, którzy przespali końcówkę trzeciego rozdania, wskutek czego przed decydującą ćwiartką przegrywali 54:61.

Jednak ponownie byliśmy w stanie znaleźć w sobie siły, aby wrócić do walki do zwycięstwo. Wilczek i Dylewicz wlali w nasze serca nadzieję na triumf. Początkowo rywale zdołali utrzymywać korzystny rezultat, ale po trafieniach "Bestii" i Musicia wreszcie przełamaliśmy przeciwników. Chwilę później niesamowitym blokiem popisał się kapitan Bartłomiej Wołoszyn, jednak trójkę z dodatkowym faulem Hrycaniuka oddał Kacper Młynarski, wyrównując na 74:74. Wtedy sprawy w swoje ręce znów wziął Novak Musić. Nasz serbski generał już w następnym posiadaniu zdobył dwa oczka spod kosza. Żelazna defensywa nie pozwoliła, by piłka znalazła się w naszym koszu. Koszykarze Asseco Arki wykazali się ambicją i ostatecznie wygrali w Gdynia Arenie z PGE Spójnią 76:74. Brawo Panowie!

Asseco Arka Gdynia - PGE Spójnia Stargard 76:74 (20:20, 15:21, 19:20, 22:13)

Asseco Arka Gdynia: Wołoszyn 13, Boykins 12, Musić 12, Wilczek 10, Durham II 8, Hrycaniuk 8, Dylewicz 7, Bogucki 6, Czerapowicz 0, Lis 0, Nowicki 0, Tomaszewski 0

PGE Spójnia Stargard: Gilder 24, Młynarski 12, Gray 9, Grudziński 9, Steele 9, Śnieg 6, Johnson 5, Chodźko 0, Korolczuk 0, Szmit 0, Zając 0