Lepszego scenariusza na mroźną grudniową sobotę nie mogliśmy sobie wymarzyć. Nasi koszykarze pokonali w derbach Trójmiasta Trefl Sopot 72:58 i powoli kroczą ku coraz wyższym miejscom w tabeli. Trójmiasto jest nasze!

Derby rządzą się swoimi prawami - to stwierdzenie fani trójmiejskiego basketu przed 38. pojedynkiem Asseco Arki z Treflem powtarzali jak mantrę. Hala na granicy Sopotu i Gdańska dawno nie wypełniła się tak sporą liczbą kibiców, wśród których szczególnie słyszalni byli nasi fani, którym już teraz dziękujemy za liczną obecność. I nic dziwnego, bo historia pokazała, że warto poświęcać czas na udział w tego typu spotkaniach. Niesamowite pogonie i widowiskowe rzuty w końcówkach - koło takich akcji i takich meczów nie można przechodzić obojętnie.

Od samego początku obie ekipy imponowały przebojowością i wysokim procentem skuteczności. Ze strony sopockiej trójkami popisywali się Karol Gruszecki, a także Michał Kolenda, który w pierwszych minutach prowadził swego rodzaju strzelecki pojedynek z bardzo aktywnym Jacobi Boykinsem. Amerykanin zdobył pierwsze 9 oczek dla żółto-niebieskich. W dalszych fragmentach intensywność meczu spadła. Nasze kilkupuntkowe prowadzenie akcjami 2+1 zniwelowali Josh Sharma i wspomniany Kolenda. Pierwsza kwarta zakończyła się remisem po 20.

Gospodarze powoli przejmowali inicjatywę i pobudzali publikę. Z ławki na boisko wszedł Darious Moten i błyskawicznie zaaplikował nam dwa skuteczne rzuty zza łuku. Tym razem to podopieczni trenera Miloša Mitrovicia byli zmuszeni gonić wynik. Niestety, ponowne wyrównanie uniemożliwiały nam proste straty, popełniane zdecydowanie zbyt często. Poskutkowało to ofensywnym przestojem i tylko dwoma rzuconymi punktami autorstwa kapitalnego Jacobiego w przeciągu aż 6 minut. Braki w ataku staraliśmy się nadrobić zaangażowaniem w defensywie i tylko dzięki niemu do przerwy traciliśmy do przeciwników zaledwie 4 oczka, przegrywając 34:38.

Spotkanie, jak na derby Trójmiasta przystało, obfitowało w wiele fizycznych starć. Nie było straconych piłek, jak na lekarstwo było łatwych trafień z kontry czy z pola 3 sekund. Zawodnicy na każde punkty musieli zapracować. Lepiej w takich okolicznościach odnaleźli się gdynianie. Trójka Boykinsa, layupy Dominika Wilczka i Olafa Perzanowskiego czy rzuty osobiste Filipa Dylewicza, w połączeniu z żelazną obroną, przyniosły efekt. Odrobiliśmy straty, a przed czwartą kwartą nawet minimalnie wygrywaliśmy - 51:50.

I nie zamierzaliśmy spoglądać za siebie. Sopocianie wpadli w ogromny dołek, jeszcze większy niż ten, w którym znaleźliśmy się w drugiej odsłonie. Przez ponad siedem minut walczący do upadłego, gryzący parkiet żółto-niebiescy nie pozwolili przeciwnikom choćby raz wbić piłkę do kosza. W tym czasie ożywił się "Dylu", przewinienia mądrze wymuszał Wołoszyn, a kolejną trójkę dołożył Jacobi Boykins. Prowadzenie urosło do aż 12 punktów. Żółto-czarni zdawali się przytłoczeni i zupełnie pogubieni. Na półtorej minuty przed końcem decydujący cios zza linii 6.75 zadał nasz kapitan. Dzięki temu możemy z dumą obwieścić, że...

Trójmiasto jest żółto-niebieskie! Koszykarze Asseco Arki zaskoczyli w Ergo Arenie Trefl Sopot, wygrali 72:58 i odnieśli 6. triumf w tym sezonie! Wszystkim obecnym tego dnia w hali - zawodnikom, trenerom, członkom sztabu i przede wszystkim Wam, kibicom, należą się ogromne brawa. To także dzięki Waszemu wsparciu możemy cieszyć się z 25. w historii derbowego zwycięstwa. Dziękujemy!

Trefl Sopot - Asseco Arka Gdynia 58:72 (20:20, 18:14, 10:17, 8:21)

Trefl Sopot: Gruszecki 9, Kolenda 9, Leończyk 9, Franke 8, Moten 8, Davis 7, Sharma 6, Dorsey 2, Jaszczerski 0, Klawa 0, Łałak 0, Young 0

Asseco Arka Gdynia: Boykins 29, Musić 10, Wołoszyn 10, Dylewicz 7, Bogucki 4, Hrycaniuk 4, Wilczek 4, Durham II 2, Perzanowski 2, Tomaszewski 0, Walkowiak 0